Archiwum dla lipiec, 2008

Transfer Iwańskiego od dziś wygląda na majstersztyk, ale Pawłowskiego szkoda

Na marginesie decyzji komitetu emerytów Polskiego Kółka Olimpijskiego… Czy zastanawialiście się, co stałoby się, gdyby Zagłębie zostało utrzymane w lidze jeszcze w czerwcu? Nie?

To ja Wam powiem: Maciej Iwański grałby wciąż w piłkę w Lubinie, a my robilibyśmy w portki ze strachu, co się stanie, jak na Rogera Guerreiro jednak znajdzie się szaleniec, gotowy wyłożyć więcej, niż 3-4 miliony euro. Nie ma bowiem szans, w których Zagłębie puściłoby Iwana (mam nadzieję, że nie pomyliłem pseudonimów?), gdyby wciąż miało szanse na walkę o puchary.

Z tych samych przyczyn trochę szkoda, że nie udało sie Legii kupić Szymona Pawłowskiego. Może trzeba było rzucić na stół trochę więcej, niż te 100 tysięcy. Euro, złotych - bez znaczenia. Daliby z milion PLN-ów i dziś mielibyśmy komfort i pewność, że Radović nie spocznie na laurach po dwóch udanych meczach, bo nie ma z kim rywalizować o miejsce w składzie. Z dwójki: Tito (200 tysięcy Euro), czy Pawłowski, wszyscy chyba wolimy tego drugiego.

Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem. Ważne, że Legia jako jedyna wykorzystała anty-antykorupcyjne zamieszanie tak, jak powinna.

Liga przełożona. Jan Urban ma Gwiazdkę w lipcu!

Uff. Liga przełożona o tydzień. Chwalić Pana!

Z czego się cieszę?

Z tego, że dla Legii wyglądającej tak, jak ostatnio, każdy mecz w lipcu jest śmiertelnym zagrożeniem. Im dłużej z drużyną zgrywa się Aro, im dłużej trenuje na normalnych obrotach Descarga, czy im więcej Maciej Iwański ma czasu na zgubienie “Małego Stańka”, tym lepiej. Dla Jana Urbana każdy dzień jest na wagę złota, bo choć transfery faktycznie są imponujące, to nie wygląda na to, żeby drużyna była zgrana i w wielkiej formie.

Martwi, co prawda, że FK Homel znów przetestuje Legię, która nie ma żadnego ogrania meczowego, ale dla celu długoterminowego, czyli mistrzostwa, blamaż leśnych dziadów jest jak Boże Narodzenie w środku wakacji. I mamy właśnie tydzień prezentów.

Nie sądzę więc, by trener Urban narzekał, a i piłkarze się nie martwią. Jak powiedział znajomemu jeden z rezerwowych: “Chłopaki się cieszą, bo z Lechią byłaby męczarnia“.

Iwański - jeszcze nie schudł, a już kłapie jęzorem

Na blogu Andrzeja Niedzielana ciekawy wpis o ostatnim weekendzie. “Wtorek” pisze coś o sprarringu z Liverpoolem i o tym, jak to im się ciężko wracało samolotem, ale mnie interesuje coś innego. Fragment, w którym relacjonuje pyskówkę z Iwańskim:

“Zaskoczył mnie swoimi beznadziejnymi odzywkami Iwański. Pod koniec meczu albo tuż po nim (nie pamiętam dokładnie, ale chyba jeszcze w trakcie gry) doszło do jakiejś pyskówki, a on wyskoczył:
- Jaki jest wynik, jaki jest wynik?
Tak popatrzyłem na niego… – Człowieku, ośmiu juniorów i dwóch inwalidów (miałem na myśli siebie i „Dawida”), a ty się sadzisz, że wymęczyłeś 2:1 – odpowiedziałem. Naprawdę, trochę klasy mógłby zachować. Ale tak to jest, że dużo gadają ci, co słabo grają. No ja na przykład dużo gadam:)”

Koniec cytatu. Mam do Macieja Iwańskiego jedną prośbę: niech oszczędzi kłapanie jęzorem na ligę. Jak z nimi wygramy w Ekstraklasie - proszę bardzo, może nawet nazywać Niedzielana ogórkiem. Ale teraz?

Z drugiej strony, Cleber czy Cantoro to żadni juniorzy.

I na koniec kolejny cytat, autor ten sam: “Poza tym jak na przykład kłócisz się na boisku z Rockim, to widzisz, że w nim kipi energia. A w Iwańskim to raczej widziałem jakieś tanie cwaniakowanie“.

Pewnie część z Was ma inne zdanie, ale jestem przekonany, że Maciek lepiej by wypadał w tym starciu, gdyby zamiast “stańkowego” brzusia miał olimpijski kaloryfer. Choć z drugiej strony, pewnie wie co robi. Dobrze przynajmniej, że identyfikuje się z Legią.

Jakoś.

Marek Drabczyk z KP Legia - cynik, czy dyletant?

Stadion Legii: dzieje się, dzieje! Dopiero dziś rzuciła mi się w oczy skandaliczna dla mnie wypowiedź pana Marka Drabczyka, członka zarządu KP Legia Warszawa, który tak mówi Gazecie o poparciu dla stadionu.

“Widzą to już kibice, którzy podpisali się pod apelem do władz o kontynuowanie inwestycji. Z tego, co mi wiadomo, w ciągu kilku dni zebrali kilkanaście tysięcy podpisów”.

Dlaczego jest skandaliczna? Bo, jak się właśnie dowiedziałem, pan Marek Drabczyk dostał informację o planowanej akcji i gdyby ją wykorzystał, dziś mielibyśmy nie kilkanaście tysięcy, a kilkadziesiąt. A wybrał milczenie i przyglądanie się wszystkiemu z boku i z założonymi rękoma.

Szkoda, zmarnowana została bowiem dość duża szansa. Oczywiście jest też taka możliwość, że KP Legia Warszawa, jako strona negocjacji z urzędem miasta, nie mogła wesprzeć oficjalnie tej akcji. Ale i w takim wypadku wypadało przynajmniej na list odpowiedzieć. Lub zrobić to… nieoficjalnie.

A tak, pan Marek Drabczyk, podpiera się teraz w wywiadach cudzym pomysłem.

A teraz módlmy się o dobry wynik z Homel

Mam złe przeczucia - jak każdy po oklepie, który zafundowali nam Szwajcarzy. I czuję, niestety, że szczególnie zagraniczni piłkarze Legii mogą nie potraktować Białorusinów z należytym szacunkiem. Dla takich Hiszpanów, Brazylijczyków, czy Chiniyamy, którzy jeszcze nie dawno nie widzieli, gdzie jest Polska, rywal z jeszcze bardziej egzotycznego, w pełni komunistycznego, kraju, może być tak przerażający, jak Izolator Boguchwała.

A to błąd i powinniśmy się tego nauczyć już przy Vetrze Wilno. Ale nie ma szans, żeby pojęli to piłkarze, których wymieniłem. Dam głowę, że we czwartek będziemy mieli ciężkie momenty, a awans nie będzie wcale łatwy. Zresztą, Roger i spółka zdziwią się mocno, kiedy zobaczą że Homel potrafi wymienić 10 podań bez straty. Niestety, Legia będzie się tego uczyła dopiero w trakcie meczu. Oby nie zajęło jej to zbyt długo.

A właśnie, Roger Guerreiro. Ciekawe, czy w ogóle wystąpi. O ile się bowiem orientuję, jeśli zagra teraz, to nie zagra już w pucharze UEFA swojego następnego klubu w tym sezonie. Wydaje mi się więc, że Trzeciak wymyśli jakiś lipny powód by ukraińscy/tureccy chętni nie będą mieli powodu do zbijania z wysokiej ceny Brazylijczyka/Polaka.

KP Legia Warszawa świętuje rocznicę Wilna. Ciszej nad tą trumną, proszę

Przeoczyłem to, a nie powinienem: wczoraj KP Legia Warszawa umieściła na swojej stronie dwa teksty. Jeden, w którym przypomnieli, że minął rok od wielkiego wstydu w Wilnie i drugi, w którym w encyklopedycznym skrócie wyjaśnili światu, czym jest zakaz stadionowy i ile osób go posiada.

Nie rozumiem: po co? Straszak to przecież żaden. Rozrywka - tym bardziej. Wizerunku klubu także nie poprawia. Nie lepiej jest o takich sprawach… milczeć?

Nawet z pozycji władz Legii Warszawa, nawet z pozycji Mariusza Waltera, który stracił tamtego dnia dobre kilka milionów złotych (przesadzam, ale tylko trochę), nie wyobrażałbym sobie: w jakim celu o tym przypominać, skoro większy skutek przyniosłaby propaganda pozytywna?

Sprawdziłem: w mediach cisza. Nikt inny tego nie wyciągał, nikt nie pisał. Żadna chyba gazeta nawet się nie zająknęła. Wilno jest dla dziennikarzy tematem z przeszłości. To taka zgrana karta. Przed rokiem wszyscy próbowali budować swoją popularność na antykibolskich manifestach - dziś można nimi wytapetować Tatry, bo są już makulaturą.

Tutaj całe oświadczenie. Też uważacie, że mogliby sobie darować?

KP Legia Warszawa nie chce stadionu dla Legii!?

Na głównej stronie naszego blogowiska świetny materiał: Hanna Gronkiewicz-Waltz przyjęła w ratuszu przedstawiciela serwisu stadionlegii.pl, który złożył na jej ręku 400 stron podpisanych przez kibiców, popierających budowę nowego obiektu. Inicjatywa świetna, ale…

Przytoczę tu tylko ostatni akapit tego wpisu:

Szkoda tylko, że do akcji nie przyłączył się… nasz klub. KP Legia Warszawa nie poinformował o niej nawet na swojej stronie internetowej.

Szkoda, szkoda. Aż spytałem Krzyśka, który stronę o stadionie prowadzi i informował o tej inicjatywie wszystkich, którzy byliby potencjalnie zainteresowani. Wszystkie strony nieoficjalne o Legii natychmiast się do tego przyłączyły. Legia.com nie wspomniała nawet słowem.

Dlaczego? Akcja trwała ponad tydzień, była szczytna, jest przykładem pozytywnego modelu kibicowania. Co ciekawe, nie napisano o niej w żadnych gazetach. Ciekawe, czy teraz, kiedy człowiek, który ją rozkręcił, poszedł do Prezydenta Warszawy, ktoś będzie się chciał pod to podłączyć.

FK Homel - na Białorusi będzie źle. Bardzo źle.

Najgorsze losowanie z możliwych. Powiem krótko: jeśli na Youtubie nie ma ani jednego filmiku o FK Homel, to jest źle. Jest źle, i to z dwóch powodów naraz.

Po pierwsze, skoro nie ma o nich ani jednego filmiku, to znaczy, że piłkarsko jest to kompletna niewiadoma i ciężko się po nich czegoś spodziewać. Jak po Vetrze Wilno, która w 45 minut wybiła nam z głowy puchary, zanim wybiliśmy je sobie sami. Homel (lub FK Gomel, jak piszą miejscowi) w składzie ma kilku Brazylijczyków, Kameruńczyka i Serbów. Coś jak my. Żaden z nich nie jest znany, ale na miejscu obrońców Legii uważałbym na dowolnego czarnoskórego piłkarza, bo gdy przyjeżdżają do Europy, to grają lepiej, niż miejscowi.

A w FK Homel gra jeszcze Roman Wasiliuk, który uszkodził naszą kadrę w 2001 roku, strzelając jej w Mińsku cztery gole. Co prawda nasi byli wtedy bardziej skacowani, niż Kowalczyk w Polsacie na Euro, ale skoro chłopak te cztery razy trafił do bramki, to znaczy, że coś umie. Aż sprawdziłem, czy nie ma gdzieś zapisu z tego meczu. Jest. Wow, gość pierwsze dwa gole zdobył w kapitalnym stylu, dryblingiem prawie łamiąc kostki polskim obrońcom. Zresztą, zobaczcie sami:

Troszkę naszymi pozamiatał, nie? Oczywiście, od tego czasu minęło już 7 lat, ale nie chciałbym, żeby Wasiliuk o swoim dawnym talencie przypomniał sobie akurat podczas meczu FK Homel z Legią.

Po drugie, skoro nie ma o nich ani jednego filmiku, to znaczy, że… coś jest nie tak. No więc: to jest Białoruś, kraj prawie Azjatycki, rządzony przez wąsatego eks-kierownika PGR-u, wannabe-Castro, gościa o puszce mózgowej wielkości buraka. Który, tak na marginesie, nienawidzi Polski.

Nie bez przyczyny internet jest pełny takich filmów:

Fajniutki.

Powiem tak: chciałbym się mylić, ale najprawdopodobniej nas (kibiców) tam w ogóle nie wpuszczą.

Na granicy. Tak po prostu. Odmówią wjazdu. Ktoś się chce założyć? Nie wierzę, żeby jakikolwiek kibic Legii chcący jechać na mecz z FK Homel otrzymał wizę. Tamtejsza władza nie wpuszcza nawet naszych posłów, więc czemu mieliby ryzykować z nami?

A z drugiej strony, może to i lepiej? Bohaterstwo i niesienie sztandarów demokracji do sowieckiego w gruncie rzeczy kraju, to trochę jak samobójstwo. Polacy w tym kraju częściej lądują w więzieniach za poglądy, niż za pospolite przestępstwa. Pamiętam, że kiedy byliśmy w Doniecku, wielu z nas krzyczało podczas meczu hasła antyputinowskie, antyrosyjskie, pro-Juszczenko. Na Ukrainie wywołało to tylko falę bluzgów.

Na Białorusi byłaby interwencja OMON-u, KGB i areszty. I na nic zdałyby się prośby polskiego premiera o wypuszczenie. Tam się naszych nie słucha. Wielu z nas mogłoby zostać tam na zimę, a w tym klimacie, że się tak metaforycznie wyrażę, są one ciężkie i długie.

Między klubem a kowadłem

Nie da się być w Warszawie kibicem Legii. Ciężko znaleźć sposób na to, by wyrazić zainteresowanie wyłącznie nią i nie stracić przy tym głowy.

Poszedłem kilka dni temu po karnet z grupą kolegów. Nie jestem ekstremistą: bardzo daleko mi do grupy wołającej o jihad i bardzo daleko mi do grupy kupującej pamiątki z nowym logo. Daleko mi do zwolenników wyjazdowych promocji, daleko mi do zwykłych fanów piłki, którym wszystko jedno, czy Roger dostanie paszport, czy nie. Od czasu ostatniego mistrzostwa Polski i wydarzeń na Starówce jestem na Legii prawie wyłącznie jako obserwator: na meczach nie włączam się do jazdy z działaczami, bo uważam, że co kilka miesięcy sami odbieramy sobie mandat poszkodowanego w konflikcie, a z drugiej strony - jeżdżę mimo zakazu na wszystkie wyjazdy, na które mogę, bo czuję, że to nasz obowiązek, a bycie na meczu jest powinnością kibica, a nie manifestem niezależności wobec kogokolwiek.

Jestem kibicem, jakich wśród nas tysiące. Trochę samotnym, bo nie stoi za mną - ani takiej nie szukam - żadna organizacja, a mój głos jest praktycznie niesłyszalny. Wśród dwóch stron konfliktu dla jednych jestem zbyt mało hardkorowy, a dla drugich: hardkorowy za bardzo. Interesuje mnie tylko Legia, więc wymiotuję, gdy czytam opinie nawołujące do wyrzucenia nas z pucharów, a jednocześnie - nie mam też siły tłumaczyć, dlaczego elka na tarczy to nie elka w kółeczku. Na meczach siedzę na tyłku i 90 procent czasu spędzam na żartach, bo w dzisiejszych czasach tylko to można na nich robić.

A tu zarząd klubu uznał mnie w piątek za niepożądanego na stadionie. To znaczy, uznał za pożądanego, ale na trybunie F, przewidzianej dla, cytuję, “Specjalnych osobistości”. Przemiła dziewczyna, która sprzedawała mi karnet, powiedziała, że razem z trzema kolegami z grupy (przyjaciół, a nie zorganizowanej) jesteśmy decyzją zarządu (!) wytypowani jako ci, którzy muszą siedzieć pod kontrolą, z dala od reszty, z którą składaliśmy podanie.

Że co, słucham?

Że to. Decyzją zarządu klubu. Piłkarskiego, pierwszoligowego. Płacę 1000 złotych za skan albo zdjęcie dokumentu z podpisem członka władz KP, bo do teraz nie mogę w to uwierzyć. Ja, który dla aktywnych kibiców na Legii, jestem - umówmy się, nie mam złudzeń - kimś w typie lamusa, gościem od opowiadania dowcipów, typem, który kiedyś coś tam robił, ale od jakiegoś czasu jest zupełnie nieaktywnym koleżką z przeszłości. Na wyjazdy oprócz mnie jeździ cała moja ekipa, a wytypowano tylko trzech z nas… Hm… Musi być cos innego.

Głupota?

Tak, skrajna głupota.

W sumie jestem trochę dumny: to w końcu wyróżnienie, taka lista, wiele osób chciałoby na niej być. Ale ja - nie, bo, tak po ludzku, zupełnie jej nie rozumiem. Czego boi się Legia? Ludzi, którzy myślą? Ludzi, których jedyną bronią jest niezależność? Szczerość opinii? Razem ze mną na aucie został kolega, którego największym przestępstwem w życiu są przekleństwa, oraz znany wśród kibiców publicysta. Nie rozumiem, jaki tu klucz?

Nie potrafię, mimo to, wykrzesać w sobie nienawiści do klubu , bo wciąż - być może jak głupek, z naiwności - wydaje mi się to zbyt absurdalne, żeby brać to na serio.

Wracam od tematu. W podobnej sytuacji do naszej, będzie w tym i przyszłych latach wielu z nas. Zawieszeni między dwoma stronami konfliktu dostajemy odłamkami i zapominamy już, o co tak naprawdę w tej wojnie chodzi. Pięć oświadczeń tygodniowo, pięć odpowiedzi na oświadczenia. Pięć wywiadów jednego prezesa, pięć sprostowań drugiego. Pięć dobrych newsów, pięć kretyńsko głupich. Człowiek przestaje to w pewnej chwili czytać, bo gubi w tym Legię. Podczas Euro myślałem, że już się skończyło: SKLW milczy, Legia pokazała kilka niezłych akcji, w tym napój i powrót do organizacji wyjazdów.

A tu taka lipa. I po co? Mam ciągle wrażenie, że komuś w klubie zależy na tym, żeby liczba skandali w miesiącu zawsze była równa, i to… bez wiedzy władz ITI. Jest przez miesiąc cicho? To zróbmy listę, wybierzmy losowo 50 osób, niech się wkurzą i napiszą gdzieś o tym! Udowodnijmy, że jesteśmy potrzebni, że działamy, niech pan Walter widzi, że jest ciągle z kim walczyć! Że rak się rozrasta!

A biedny pan Walter, autentycznie mu współczuje. Nauczyć się powinien już po Wdowczyku, że zły doradca w piłce to jak Cabaj na bramce: nie tylko mecz zawali, ale i klub ośmieszy. Od dwóch lat narasta więc we mnie poczucie, że ITI jest jak całkiem niezły okręt, ale z radarami kontrolowanymi przez wroga. Jak ma podejmować dobre decyzje, skoro otrzymuje dane wyssane z palca? Jak ma mieć mapę świata, skoro kontury rysują mu osły?

Więc trafił na listę Wiktor razem z setką innych osób.

Mi to zwisa. Głupota jest na świecie po to, żeby się z niej śmiać, co niniejszym czynie. Ale wielu ludzi w mojej sytuacji KP straci bezpowrotnie i na zawsze, bo kiedy strzela się na oślep, można trafić kogoś, kto będzie chciał oddać. I jaki w tym sens?


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


lipiec 2008
P W Ś C P S N
« czerwca   sierpnia »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031