Archiwum dla wrzesień, 2008

Zdjęcie, na którtm Nowak łamie nogę Szałachowskiemu

Piotrek Kucza na swoim blogu zamieścił zdjęcie, na którym dokładnie widać, w jaki sposób Nowak z Cracovii łamie nogę Sebastianowi Szałachowskiemu. Powiem tylko tyle: niby nie jest brutalne, nie wystają tez na nim żadne kości, ale świadomość tego, co kryje się za tym kontaktem dwóch nóg sprawia, że ciarki przeszły mi po plecach.

Legia wygrała 3:1, Urban wściekły jak po porażce

Może się nie znam, ale na moje oko mecz Piasta Gliwice z Legią wyglądał tak, jakby ci pierwsi nie wyszli w piłkarskiej edukacji poza przedszkole: Legia robiła z nimi, co chciała, a tylko temu, że Jan Urban zdjął Chiniyamę i wpuścił Arruabarenę Ślązacy zawdzięczają jedynie dwubramkową porażkę. Na konferencji prasowej Urban był jednak wściekły: powiedział nawet, że sam by strzelił hattricka.

Z jednej strony mnie to cieszy; jest ambitny. Z drugiej jednak: fajnie byłoby, żeby przyznał, że w futbolu liczą się także piłkarze, którzy umieją “tylko przystawiać nogę”. Mowa, oczywiście, o Lewandowskim, ale całą wypowiedź można czytać też jako przejaw wściekłości na Arruabarrenę.

Lepszych okazji Arru już miał nie będzie. Za to dam głowe - i chętnie porównam swoje prognozy z rzeczywistością - że Urban będzie mu dawał jeszcze więcej szans. Tyle tylko, że zaszkodzi to Chiniyamie.

Mediacja legend klubu nieudana - zwycięzcą sporu Wojciech Kowalczyk!

Kiedy zobaczyłem wczoraj na Legii wchodzących do budynku klubowego Dariusza Dziekanowskiego, Cezarego Kucharskiego i Romana Koseckiego, pomyślałem, że umawiają się na kolejny mecz odlbojów.

Dziś się okazało, że byli kolejnymi pośrednikami w sporze pomiędzy KP Legia, a Stowarzyszeniem Kibiców Legii Warszawa. Próbowali wywalczyć porozumienie na dość w sumie neutralnych warunkach: przedstawiciele klubu odwieszają zakazy stadionowe kilku ultrasom, a ci - przepraszają oficjalnie i zapraszają kibiców na mecz i zachęcają do dopingu.

Dupa.

Jeszcze wczoraj wieczorem trzy legendy naszego klubu miały obiecane, że jeśli takie pismo wpłynie na biurko prezesa Miklasa, wszystko będzie załatwione. Pismo wpłynęło, ale klub się… rozmyślił.

Ja już naprawdę nie wiem, co jest tam grane. Ten spór dawno przestał być sporem o jakiekolwiek wartości czy zasady. Jest w tej chwili personalną nienawiścią kilku osób. Tyle tylko, że teraz te osoby z SKLW chciały, jak widać, faktycznie porozumienia, natomiast klub zamiast ręki, pokazał im tyłek.

I teraz najważniejsze. Interesuje mnie to, co powiedzą: Kosecki, Dziekanowski i Kucharski w prasie. Jak skomentują fiasko negocjacji. Jak zareagują media, które mediacji Wojciecha Kowalczyka nie traktowały zbyt poważnie?

A co zrobią media, jeśli “Kosa”, “Dziekan” i “Kucharz” powiedzą: “kompletnie nie rozumiemy, o co chodzi prezesowi Miklasowi, o co chodzi Mariuszowi Walterowi, zmieniają zdanie z dnia na dzień, zwodzili i nas, i fanów, którzy chcieli przeprosić i pojednać się”?

Czekam na pierwszy wywiad z mediatorami. Tymczasem prawdziwym zwycięzcą sporu jest Wojciech Kowalczyk, który pokazał, że ma jaja i potrafił zejść ze sceny, kiedy przejrzał sytuację na wylot.

“Nasza Legia” nad przepaścią? Z tygodnika - miesięcznik

Nie kupuję “Naszej Legii“, bo dla normalnego fana przyjemność z czytania jej jest jak z lektury “Trybuny Ludu“, ale od czasu do czasu w Empiku, kiedy nikt nie patrzy, oddaje się grzesznej przyjemności i rzucam okiem na to z kim tym razem chce się spotykać FACE TO FACE Janusz Partyka, albo co ma do powiedzenia o kibicach koleś, który napisał kiedyś że Cyberfani malowali flagi Arbeit Macht Frei.

Moja refleksja zawsze jest taka sama: jedyna interesująca rubryka w tej gazetce to historyczne artykuły Witka Bołby. Przez resztę przelatuje się, nie włączając nawet umysłowego drugiego biegu: nuda, nuda, nuda. A, przepraszam, jest jeszcze trochę banału oraz zupełnie niepotrzebnej niby-polemiki ze skonfliktowanymi kibicami.

Tu gazeta robi ewidentny błąd: jako strona klubowa, powinna się skupić na tym, co na Legii się udaje i jakie są sukcesy. Być może wtedy przyciągnęłaby także tych, którym nie podoba się linia klubu. Nie mieliby oni wtedy oporów w kupowaniu. A tymczasem większość kibiców zanim wyciągnie choćby złotówkę, to po pobieżnej lekturze zda sobie sprawę, że Nasza Legia uogólnia w tak brzydki sposób, że ofiarą jej - umówmy się, słabych - żartów jest w zasadzie każdy, kto na przykład jeździ na wyjazdy.

Kibic zadaje sobie więc pytanie: po co ma kupować gazetę, która otwarcie go wyśmiewa, niesprawiedliwie ocenia i robi z niego idiotę?

Z drugiej strony, Nasza Legia nie jest już (a kiedyś była!) źródłem atrakcyjnych newsów, o których ktoś mógłby powiedzieć: wow, tego wcześniej nie wiedziałem, dzięki Ci, magazynie, że dostarczyłeś mi interesujących faktów!

Praktycznie nikt więc tej szmatki nie kupuje. W konsekwencji nie ma w niej płatnych reklam, więc zapewne przynosi straty. Stąd ogłoszona w ostatnim numerze informacja: magazyn z tygodnika staje się miesięcznikiem i to - uwaga - o objętości 100 stron!

Pracuję od lat w gazetach więc wiem, że taki krok zawsze oznacza to, że pismo ma problemy finansowe i natychmiast trzeba minimalizować straty, podnosząc cenę i ograniczając częstotliwość wydawania. Poza tym 100 stron miesięcznie brzmi atrakcyjniej, niż 32 strony co tydzień: większa jest tam szansa, że będą jakieś interesujące materiały. Chociaż czy ta redakcja jest w stanie wykrzesać z siebie cokolwiek więcej?

Nie.

Ale pierwszy odnowiony numer kupię i napiszę, jaki jest efekt zmian. Choćby tylko po to, żebyście Wy nie musieli wydawać kasy.

Finansowa ekstraklasa - ten ranking śmierdzi

Albo jest źle przygotowany. Według niego najbogatszym klubem w Polsce jest Zagłębie Lubin.

Jestem w stanie w to uwierzyć.

Według niego drugim najbogatszym klubem w Polsce jest GKS Bełchatów.

Jestem w stanie w to uwierzyć.

Według niego trzecim najbogatszym klubem w Polsce jest Lech Poznań.

Jestem w stanie w to uwierzyć.

Ale rzut oka na wyniki finansowe, na wysokość kwot, sprawia, że ten ranking jest chyba źle cytowany, ponieważ nie ma w nim ani słowa o przychodach z transferów. Oto - podobno - wysokość przychodów klubów Ekstraklasy:

A jest to wynik za rok, w którym Legia sprzedała choćby Fabiańskiego i Janczyka - jeśli dobrze go rozumiem.

20 najgorszych strojów piłkarskich w historii świata

Trafiłem w sieci na niezły ranking: 20 najbrzydszych strojów piłkarskich w historii. Mi się przypomniały koszulki Legii z 1997 roku. Firmy Nike. Pamiętacie? :)

Obrońca Sparty Praga nokautuje rywala. Łokcie Szali to przy tym kolesiu NIC

Sport to zdrowie! Niedawny mecz w czeskiej lidze, Sparta Praga kontra FC Teplice. Bohater:Jiri Kladrubsky, obrońca Sparty. Ofiara: napastnik Teplic Tomas Jun

 
 
Narzekamy na Wojciecha Szalę, że od czasu do czasu traktuje rywali z łokietka. Widać jednak, że nie jest najgorzej… ;) Co ciekawe - sędzia stoi tuż obok i… nie reaguje. Może to gościnne występy polskich arbitrów?
 

 

Wyciekł dokument motywacyjny Arsene’a Wengera. Ciekawe, czy nasz psycholog też taki ma?

Sporo mówi się ostatnio o obecności psychologa w drużynie Legii, o tym, że pomaga jej zawodnikom radzić sobie ze stresem, znajdować motywację do pracy i nie wywracać się jak panienka (pozdrowienia dla Rado). 

Brytyjska prasa dorwała w swoje ręce dokument motywacyjny, jaki ma Arsene Wenger i jaki używany jest na zgrupowaniach do poprawiania zgrania oraz morale zawodników. Przetłumaczyłem go na szybko, wygląda tak, jak poniżej.

Mój komentarz: trochę banałów i frazesów, ale przynajmniej podane naukowo. Domyślam się zresztą, że Arsene Wenger traktuje go jako punkt wyjściowy, a nie tekst do recytacji. Choć przyznam, że do kogo, jak do kogo, ale do Arsenalu to pasuje wyjątkowo: zawsze miałem wrażenie, że jego piłkarze są inteligentniejsi, niż gdzie indziej. A oto sam dokument:

 

Poufne

Spotkanie drużyny, 19 września 2008

Drużyna:
Drużyna jest tak silna, jak relacje wewnątrz jej.

SIłą napędową drużyny jest zdolność jej członków do stworzenia i utrzymania doskonałych relacji wewnątrz zespołu, które mogą dodać jego dynamice wymiaru (jakości) i siły. 

To nastawienie może być użyte przez nasz zespół do położenia nacisku na wdzięczność oraz żywotnie istotne zyski, jakie drużyna daje naszym istnieniom. Może być też użyte do pogłębienia i wzmocnienia związków wśród graczy i do maksymalizacji wykorzystania szans, jakie czekają na silną i zjednoczoną drużynę. 

Nasza drużyna staje się silniejsza przez:

Pokazywanie pozytywnego nastawienia na boisku i poza nim

Podejmowanie przez wszystkich dobrych dla zespołu decyzji

Posiadanie niezłomnej wiary w to, że możemy osiągnąć nasz cel

Wiara w siłę drużyny

Oczekiwanie więcej - dawanie więcej

 

Panie, a w Anglii to takie kibolstwo..!

Na Weszło! dobry artykuł o tym, jaką kampanię prowadzi Gazeta Wyborcza przeciwko kibicom. Moje zdanie znacie: to po prostu rynkowe pozycjonowanie portalu i papieru, zresztą, cytują mnie tam w tekście, więc nie musze się tu ponownie wypowiadać. Interesuje mnie co innego: stosunek ludzi nie mających zielonego pojęcia o prawdziwym życiu trybun do ludzi, którzy na tych samych trybnach żyją. O czym mowa? O tym, że ludzie mediów, żywiąc nieśmiertelne przekonanie o tym, że głoszą prawdę (rzadziej) lub że kształtują opinię społeczną (częściej), nie wierzą nikomu tak, jak swoim kolegom po fachu.

Pal licho, że w prywatnych rozmowach jedni jadą po drugich jak po łysej kobyle: ten chlał wódę z piłkarzem, więc teraz daje mu dziewiątki na ocenie meczu, tamten przyjął od menadżera butelkę i dostęp do chwytliwych newsów, więc będzie wchodził mu w tyłek i wychwalał pod niebiosa jego piłkarzy, jeszcze tamten - biega po lupanarach, więc w ogóle poziom jego wiarygodności ledwie tylko przewyższa renomę Leppera.

Gdybyście wiedzieli, co jedni dziennikarze sportowi sądzą o innych… Ale jak tylko jeden napisze, że Lewandowski ma iść do Lazio, gówno staje się złotem, a bujda przedadza się w newsa. Albo w fakt. I dokładnie tak samo jest z tekstami o kibicach.

Kilka lat temu, kiedy ITI ledwo co przejęło Legię, rozpoczął się trwający do dziś konflikt z fanami. Nie pamiętam już nawet, o co poszło im, a o co poszło nam - to już nieważne, a zresztą - nikt nie pamięta. W każdym razie w bardzo mądrym ruchu władze klubu stwierdziły: zróbmy z kibicami telewizyjną debatę!

Ich plan był prosty: na codzień czytali właśnie takich Wołowskich i Steców, którym wydawało sie, że w Polsce na trybunach można stracić życie. Że kibole - nie kibice - są permanentnie nawalonymi, nakoksowanymi chamami bez matury. Że ktokolwiek, kto krzyczy na meczu wyraz “kurwa”, jest jedna nogą na Łazienkowskiej, a drugą nogą w buszu. I że po naszej stronie płotu jest motłoch, a po ich - och, ach, intelektualnej - kwiat polskiego pióra i papieru.

Debatę prowadził Grzegorz Miecugow, człowiek zapewne zasłużony, ale dla polityki, a nie dla sportu, szczególnie tego futbolowego, bo jakkolwiek jest wygadany, to na piłce zna się jak Smuda na jazzie. I nie zapomnę chyba nigdy, kiedy pan Miecugow dotknął w pewnym momencie czoła, zmarszczył się, zagryzł wargi i powiedział smutno:

“Ale wiedzą panowie, ja byłem niedawno zaproszony na derby Glasgow, Rangers kontra Celtic. I tam byli sami normalni ludzie, w garniturach, z rodzinami… Tam nie było tych przekleństw, tego wszystkiego…”

I wtedy zrozumiałem.

Większość z tych gości, którzy na codzień udają, że tłumaczą narodowi oświecone prawa europejskich salonów futbolu, po prostu nie zna języka angielskiego. Widziałem w życiu setki, jeśli nie więcej, meczów Premiership, kilkadziesiąt angielskiej pierwszej ligi, tyle samo szkockiej. Futbol to tam sport klasy średniej, więc ktokolwiek kiedykolwiek był na meczu za granicą, wie, że przychodzą na niego zwykli kolesie. Tacy, jak my. I tak samo, jak my, bluzgają. Jak można tego nie widzieć?

Normalnie. Można nie rozumieć angielskiego. Oto strona z przyśpiewkami Manchesteru United wymierzonymi w przeciwników. Teatr Marzeń, Old Trafford. Byłem tam w maju na meczu z Evertonem. 12-letni chłopak z mamą śpiewał: “The refferee is a wanker”! I nie był sam, razem z nim śpiewało 60 tysięcy osób. Jak może tego nie widzieć bloger z gazety.pl? To proste. Po prostu nie rozumie po angielsku.

Tutaj znajdują się najbardziej znane piosenki kibiców Red Army poświęcone przeciwnikom. Zacytuję tylko kilka:

The Blackburn Family - (na melodię ‘The Adams Family’)

Your father is your brother
Your sister is your mother
They’re F***ing one another
The Blackburn Family.

Och, straszne! Gdzie jest policja? Brytyjscy kibole PRZEKLINAJĄ!

A co powiemy o kibicach Arsenalu? Kochają Fabregasa tak, że śpiewają:

Oh Cesc Fabregas
You are the love of my life
Oh Cesc Fabregas
I’ll let you shag my wife

W wolnym tłumaczeniu: Fabregasie, jesteś miłością mojego życia, dałbym ci pieprzyć swą żonę.

Wróćmy do piosenek Manchesteru. Ta jest dobra, o Liverpoolu:

In the Liverpool slums,
They knock on the door when they want something to eat,
They find a dead rat and they think it’s a treat,
In the Liverpool slums…

Wracając do Grzegorza Miecugowa. Gdyby był prawdziwym światowcem, zrozumiałby prawdziwie derbową piosenkę Celticu Glasgow, wymierzoną w Rangersów. Albo . Albo .

A co powiedzieć o Niemczech, w których w sklepach z akcesoriami dla kibiców sprzedaje się szaliki, na których na przykład kibic Bayernu defekuje na kibica Schalke? Pewnie nic.

Swoją drogą: niemieccy kibice to straszne flejtuchy:

“Dawno nie było o kibolach, odgrzejmy temat”

Napiszę na szybko, bo aż mi się odechciewa myśleć. Legia dostała stadion, wygrała czwarty mecz z rzędu, w Krakowie wszystko było w porządku, a tu… Na portalu Gazety, ni stąd, ni z owąd, taki artykuł:

Ech… Górnik-Legia. 3 tygodnie temu. TRZY. GW i gazeta.pl jako jedyne już chyba ślepo stoją przy opcji “kibole i bandyci zabiją Legię i będą kąpać się w jej resztkach”.  Rozumiem, że ciężko zmienić front, ale nie rozumiem, dlaczego nagle, prawie miesiąc po zdarzeniu, taki tekst? Miesięczna dawka tekstów o kibicach musi być wyrobiona? Pozycjonowanie portalu na słowo “kibol” wymaga zagęszczenia słów kluczowych?

I co ważniejsze: Jan Urban ma dobry okres, drużynie idzie coraz lepiej. Jest łebskim facetem. Nie może po prostu… Ignorować takich pytań? Milczenie by go nie zabolało. Po co w ogóle o tym rozmawiać?

Budowa nowego stadionu Legii = zburzenie Żylety, więc…

Wiem, że dawno nie pisałem: naprawiam to właśnie. Jestem w ekstatycznym nastroju po wczorajszym laniu, jakie spuściliśmy Cracovii, więc ten pomysł może się zdać trochę z kosmosu, ale…

Pracuję z dwoma kolegami nad mistrzowskim pomysłem, który sprawi, że zburzenie Żylety będzie wydarzeniem nie tylko na całą Polskę, ale i zadowoli zarówno klub KP Legia, jak i kibiców. Nie powiem jeszcze o co chodzi, dopóki wszystkiego nie dopniemy, ale już teraz sygnalizuję, że zrobimy fajny show.

Aha, nie chodzi mi o spalenie trybuny jak kiedyś na meczu z Wisłą.

Tajskie klimaty. And no wankers, please

OK, piłka nożna jest fajna, ale właśnie ledwo co wróciłem z Tajlandii, kraju, w którym nie owijają w bawełnę i muszę się podzielić zdjęciem, które idealnie oddaje naturę tego kraju: jest bardzo porządny i trzymający się reguł, chyba, że zapłacisz. Wtedy możesz robić co chcesz.

Thailand karaoke/sex bar sign

No blowjobs unless previous arranged. And no wankers please. Priceless.

Legia - ŁKS bez kibiców, protest trwa w najlepsze

Krótka informacja: na jutrzejszym meczu nie będzie prawie w ogóle kibiców. I tak by nie było, bo to Puchar Śmietnika, ale wydaje się, że news rozprzestrzeniany pantoflową pocztą jest zapowiedzią większego strajku.

Powiem szczerze: czuję, że mój karnet nie straci dziewictwa w tym sezonie. 


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


wrzesień 2008
P W Ś C P S N
« sierpnia   października »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930