Archiwum dla styczeń, 2009

Świetny, obiektywny wywiad z socjologiem o kibicach Legii

Orange Sport nie daje możliwości embedowania swoich filmów na innych stronach, więc musicie się przeklikać do wywiadu z Rafałem Chwedorukiem, pracownikiem Instytutu Nauk Politycznych z Uniwersytetu Warszawskiego, którego udzielił Januszowi Basałajowi. 

Wywiad kapitalny, co prawda w telewizji niszowej, ale nie ma to znaczenia, bo tak rzadko zaprasza się naukowców do poważnych rozmów o piłce, że i tak jest to duże wydarzenie. Poza tym Chwedoruk mówi bardzo, bardzo dużo o Legii Warszawa, której jest kibicem

Każdy z nas powinien więc tego wysłuchać. Oto najważniejsze wyjątki z tej dyskusji. Nie oceniam ich, tylko cytuję. Niezbyt dokładnie, ale zawsze. 

- Ceny biletów na Legii przekroczyły już te na mecze Bundesligi i to jest przyczyną spadku frekwencji, a we współczesnym sporcie najpięknejsze jest to, że kluby tworzą lokalne wspólnoty. Bez kibiców nie będzie sportu.

- Legia jako klub wojskowy był fenomenem w krajach demoludu, nie była sztucznym klubem (jak Gwardia), co wynikało z tego, że wojskowa była też przed wojną. Jest to jeden z niewielu (jedyny?) klub na świecie, który założony został “w okopach”, przez autentycznych frontowych oficerów. 

- Koncerny inwestujące w piłkę robią błąd, próbując komercjalizować sport na takich samych zasadach, jak buduje supermarkety: według nich ma być to dobrze opakowany, ale tylko produkt. “Niby czemu kibice mają śpiewać na meczach, jeśli traktuje się ich tylko jako klientów? Ludzie w supermarkecie też nie są przecież wdzięczni za to, że ktoś sprzedaje im towar z półek”.  Według Chwedoruka, wśród kibiców rośnie obojętność, bo moda nakręcona przez kibiców (oprawy, atmosfera) zostało kompletnie zniszczone. Zgadzam się w stu procentach: jestem tego najlepszym przykładem. Kiedy ktoś nazywa mnie na Legii klientem, niech nie oczekuje, że będę się przejmował meczem bardziej, niż mielonką albo mrożonkami.

- Mariusz Walter został na Legii entuzjastycznie przyjęty, ale nie przekonał do siebie kibiców między innymi drastycznymi podwyżkami cen biletów. Kadra zarządzająca Legią źle zidentyfikowała grupę fanów (moim zdaniem: bo o kibicach uczył ich Onet i TVN - Wiktor).

- Co to znaczy Legia to My? Legią są kibice, bez wątpliwości, ponieważ oni tworzą wspólnotę wokół klubu, ponieważ porozumiewają się ponad podziałami finansowymi, klasowymi i tak dalej. 

Ok, nie mogę dłużej przepisywać ;). Posłuchajcie tego, wywiad jest kapitalny. 

Aha, nie wiem, kiedy ten wywiad był zamieszczony na stronie Orange Sport. Być może jest stary (wnioskuję że jest, ponieważ dyskusje o stadionie są nieco archiwalne).

Bartłomiej Grzelak: gdyby konie miały skrzydła…

Obóz przygotowawczy warszawskiej jedenastki, w skrócie: 

Dzień pierwszy. Drużyna Legii Warszawa wbiega pod górę, Bartłomiej Grzelak truchta z Ryszardem Szulem. “Wszyscy wiemy, jaki jest Bartek, nie może trenować z resztą chłopaków, trzeba go traktować delikatnie”.

Dzień drugi. Drużyna Legii Warszawa ćwiczy, Bartłomiej Grzelak czuje ból w mięśniach. “To u niego normalne, znamy go nie od dziś, wiemy, jak się z nim obchodzić”.

Dzień trzeci. Drużyna Legii Warszawa ćwiczy, Bartłomiej Grzelak wrócił ze szpitala. Trenując na pół gwizdka, pod czujnym okiem warszawskich doktorów, złapał zapalenie ścięgna Achillesa. “”Bartek pomału wejdzie w trening. Dziś nie będzie trenował, jutro też raczej nie”. 

Dzień czwarty. Drużyna Legii Warszawa ćwiczy, Bartłomiej Grzelak… zgadnijcie. 

Prognozy na resztę przygotowań (i całą rundę wiosenną) chyba się już domyślacie? Najpierw Grzelak wróci do treningu i może nawet szczęśliwie przez miesiąc będzie zdrowy, ale w sezonie nie pokaże - jak zwykle - niczego i zwali winę na kontuzje ze stycznia.  

“Gdyby Bartek Grzelak i Sebastian Szałachowski byli zdrowi, oprócz Jacka Krzynówka nie pracowalibyśmy tej zimy już nad żadnym transferem”. To Mirosław Trzeciak. Panie Mirku, kiedy widać, że pada deszcz, to na spacer trzeba wziąć parasol. Liczyć na zdrowie Grzelaka to jak spać w ogniu i myśleć, że się nie oparzy. 

Rozbraja mnie już to powoli. Czy w Legii jest choć jedna osoba, która potrafi obudzić się rano, podrapać po jajach, wstać, wykręcić numer Bartłomieja Grzelaka i powiedzieć mu: sorry, stary, szukaj sobie klubu, dopóki jeszcze ktoś da Ci więcej, niż 100 tysięcy euro rocznie, a nam cokolwiek

Jeśli kiedykolwiek Legia przedłuży z nim kontrakt, literalnie napali pieniędzmi w hutniczym piecu. Ten człowiek jest fizycznie niezdolny do uprawiania swojego zawodu. Ćwiczy pod specjalnym nadzorem? Kontuzja. Trenuje normalnie? Kontuzja. Jest zdrowy i wychodzi na boisko? Padaczka.

Tak, wiem, że strzelił dwa gole Wiśle. Ale ja nie wyceniam ich na te sto kilkadziesiąt tysięcy euro rocznie, które dostaje z całorocznego kontraktu.

Gazeta.pl znów ilustruje artykuł o rasistach zdjęciami kibiców Legii

Kilka tygodni temu, na początku grudnia, napisałem dlaczego kibice Legii nie będą nigdy szanowali Gazety.pl (i sport.pl). Jakiś baran leniwy redaktor wrzuca tam bowiem co jakiś czas zdjęcia kibiców z Warszawy do losowych artykułów o zagranicznych rasistach czy chuliganach piłkarskich. Interweniował w tej sprawie nawet klub.

Myślicie, że się nauczyli? Albo przejęli?

Gazeta.pl ilustruje artykuł o rasistach zdjęciem kibiców Legii

Gazeta.pl ilustruje kolejny artykuł o rasistach zdjęciem kibiców Legii

A takiego.

Kolejna wtopa: tym razem tekst jest o kibolach Lens. Ale zdjęcie znów z Legii. Jak rozumiem, w obliczu kolejnych masowych zwolnień z Agory, takie kwiatki będą się pojawiały coraz częściej.

Na marginesie: czy gdyby jeden z widocznych na tym zdjęciu fanów CWKS-u poczuł sie urażony albo spotkały go kłopoty wizerunkowe (albo zawodowe) ze względu na to zdjęcie, to mógłby wystąpić na drogę sądową? Albo czy jest możliwa prośba o sprostowanie?

Na mocy prawa prasowego powinna być mozliwa przynajmniej ta druga opcja.

Radović oduczy się symulować? Kiedy świnie zaczną latać

Wzruszający wywiad w Fakcie z pomocnikiem Legii Warszawa, Miroslavem Radoviciem. Wszyscy go znamy: to symulant jakich mało (swoją drogą, przypominam filmik z jego młodości ;)), a w dodatku kompletnie nieskuteczny. Kiedy myślę o jego padach, widzę głównie żółte kartki za próby wymuszania wolnych, a nie rzuty karne. 

Tak czy owak, Rado poirytowany chyba tym, że musi siedzieć w tej złej Legii kolejny rok i nikt na zachodzie (i południu, i wschodzie) Europy go nie chce, zagłębia się w sam środek swej duszy i wyznaje w tabloidzie: Nie będę już symulował! Co skłoniło go do tej ekspiacji? Uwaga, uwaga:

Teraz to (symulowanie - przyp. Wiktor) już nie jest takie proste - mówi Radović. 

Aaaaahaaaa. Okej. Czyli Radović mógł robić w Legii pady a’la Nastula za każdym razem, kiedy ktoś obok niego kichnął, dopóki było to skuteczne i nie miał nic przeciwko swojej reputacji. Natomiast teraz, gdy sędziowie są wyczuleni, a Miroslav łapie po trzy kartki na rundę za symulkę, nie jest to takie proste, więc się nie opłaca. Brawo! Wreszcie ktoś to przyznał!

Nie mam jednak żadnej nadziei, że nasz prawy pomocnik zacznie grać fair. Ma to we krwi, jak Cristiano Ronaldo.

Nie mogę patrzeć na polityków, którzy wypowiadają się w sprawie kibiców Legii

Nie wiem, może jestem przeczulony, ale od zawsze jestem przeciwny temu, żeby politycy - z lewa, z prawa, ze środka - wypowiadali się na tematy Legii i jej kibiców. Czyli, między innymi, mnie. Generalna zasada jest bowiem taka, że kiedy jest jakiś skandal, to broni nas wyłącznie opozycja, a kiedy opozycja dochodzi do władzy, zaczyna nas traktować jak kryminalistów. I bronić nas zaczyna dawna władza, aktualna opozycja. 

Dostaję wtedy kurwicy. Szlag mnie trafia, bo wszyscy mają Legię jednakowo głęboko w dupie i jest im tylko potrzebna jako amunicja do kolejnego strzału w swoich wrogów. Jedna-dwie konferencje prasowe i przechodzą do kolejnego tematu, a nasz klub zostaje z tyłu, lekko zużyty. Dziwne zresztą, że posłowie (aktualnie: posłowie PiS-u) nie są tacy do przodu, kiedy trzeba napisać dobrą i zgodną z europejskim prawem ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych i nie zapraszają kibiców na konsultacje, kiedy gotują ustawy dotyczące ich samych.

Dodatkowo jest też inna sprawa: kiedy komuch leci w telewizji/zasiada w radzie nadzorczej Polonii, to jest be, ale jeśli chce wytrzeć sobie gębę Legią, to już staje się w porządku? Wtedy można się z nim spotykać? Jest mniej czerwony? To samo z PiS-em: czy ktokolwiek wierzy, że nagle zapałali miłością do piłki nożnej? Nie. Chcą zrobić kolejne show, jak każdy polityk. Wczoraj prywatyzacja, dziś Legia, jutro sprawa in vitro.

EDIT: Dopiero teraz zauważyłem, że dwa dni wcześniej na ten sam temat i podobnie, wypowiedział się Bloger z Krytej. 

PS: Marcin, wszystkiego najlepszego!

Już wiem, dlaczego Trzeciak nie może dograć przyjazdu Chikwaikwai na zgrupowanie Legii!

Od kilkunastu dni prasa pisze o napastniku z Zimbabwe, Evansie Chikwaikwai, który ma wzmocnić Legię wiosną. Chłopak nie może jednak przylecieć na zgrupowanie, bo nie są załatwione jakieś formalności i nie dostał zaproszenia. Prezes jego klubu grzmi nawet w Super Expressie: “Nikt nas nie informuje, co się dzieje. To bardzo nieprofesjonalne podejście”!

A ja wiem, co się dzieje. List z Zimbabwe zaczynał się od Dear Mr. Trzeciak, pochodził z Afryki i była w nim mowa o wysokiej kwocie w euro lub dolarach. Thunderbird naszego dyrektora ewidentnie zakwalifikował go więc jako SPAM.

Panie Mirku, pan sprawdzi Kosz w programie pocztowym! :)

Młodemu Koseckiemu w Legii i tak będzie ciężko. Nie róbmy mu jeszcze ciężej

Błogosławieni ci, którzy nie spodziewają się niczego, albowiem nigdy nie będą rozczarowani.

Przeczytałem przed chwilą informację o tym, że młody Jakub Kosecki podpisał kontrakt z Legią i pomyślałem sobie, że będzie miał tu mniej więcej jak brat Leszka Pisza na początku lat dziewięćdziesiątych. Albo - lepsze porównanie - jak syn Michaela Jordana. Poziom w miarę, w miarę, ale ciężar nazwiska przytłacza zbyt mocno, żeby ktoś brał ich na serio. A przynajmniej jeśli nie będą geniuszami, ale mały Kosa (mała Kosa? :) ma już 18 lat i jeśli byłby wielkim talentem, pewnie już by grał w seniorach z Rybusem i Borysiukiem.

Oczywiście życzę mu jak najlepiej i zgadzam się z kolegą, że wychowanie musiał odebrać najlepsze. Ale najlepiej by było, żeby przez najbliższe dwa lata Fakt, Przegląd Sportowy i Maciej Weber trzymali się od niego z dala. Małolat i tak ma wystarczająco ciężko, żeby jeszcze czytać o sobie w sieci i w gazetach.

Ups, nie pomogłem mu więc tym wpisem.

Ditmar Bikaj - ściema, uwaga!

Dzisiejsza prasa pisze, że Legia chce zaprosić na wakacje z biurem Trzeciak Travel testy 19-letniego środkowego obrońcę, Albańczyka, Ditmara Bikaja. Chłopak ma według prasy 196 centymetrów wzrostu, waży 86 kilo, czyli dopakowany specjalnie nie jest. Poza tym jego profil na Wikipedii mówi, że tych centymetrów jest 193, więc z tyłu głowy włącza mi się lampka awaryjna: może być jak z amerykańskimi koszykarzami, którzy podczas podróży przez Atlantyk do polskich klubów najczęściej kurczą się o parę cali w porównaniu do tego, co mają w swoim CV. Niech go lepiej Machoś domierzy na wstępie. 

Na domiar złego ta z kolei baza danych podaje, że Bikaj urodził się 12-go stycznia, czyli też inaczej, niż Wikipedia. A więc ma 20 lat, a nie 19.  Nie zmienia to wiele, ale dodaje do całości obrazu pierwiastek losowości.  

YouTube też nie słyszał o panu Ditmarze, co jest pewnym znakiem ostrzegawczym. Drugi znak ostrzegawczy: jego obecny klub jest ostatni w pierwszej lidze bułgarskiej.  Menadżer Bikaja jako jego zaletę wymienia to, że jego żywy towar… myśli na boisku. Poszukałem trochę, pobieżne googlowanie pokazuje jednak, że albo koleś ma pecha, albo jest drewnem: oto statystyki Ditmara Bikaja z tego sezonu: 10 meczów, 3 żółte, jedna czerwona kartka. Potrzebny nam drugi Hajto? A tutaj jest artykuł z albańskiego portalu sportowego. Zdanie: Ish-futbollisti i Dinamos është në pritje të marrjes së vizës polake, por sipas Bicajt, një alternativë tjetër është edhe Turqia mówi mi na czuja, że Legia to alternatywa, jeśli coś nie wyjdzie w Turcji. Albo odwrotnie: jeśli nie wyjdzie w Legii, to pewnie gość będzie się sprawdzał nad Bosforem. 

Tak czy owak, 10 zeta że Ditmar Bikaj zacznie się pakować z powrotem, zanim wyjmie w Hiszpanii z plecaka maszynkę do golenia. 

Swoją drogą: czy jakiś legijny site będzie robił wideoreportaże ze zgrupowań?

Pomysł dla Legii - stadion nasz widzę… wirtualny

Skoro pełnomocnik KP Legia Warszawa do spraw kibiców powiedział, że istnieje konkurs na to, jak mają wyglądać krzesełka na nowym stadionie Legii, mam pomysł. Chciałbym, żeby klub rzucił niewielką kwotę swoim webmasterom i na oficjalnej stronie zrobił aplikację webową (Java/Ajax/cokolwiek), na której byłaby makieta nowego stadionu wraz z opcją… kolorowania krzesełek i wysyłania tej pracy do oceny.

Wiecie o co mi chodzi? Jak w grze komputerowej: wizualizacja czterech trybun podzielonych na sektory, obok paleta kolorów do wyboru, narzędzie do wypełniania kolorem pojedynczych krzesełek oraz drugie narzędzie - do malowania całych sektorów. Sam bym się chętnie pobawił, mimo że oficjalna strona nie jest moją ulubioną.

Oczywiście musieliby przebrnąć przez dziesiątki namalowanych na środku trybuny członków (męskich) i trochę parodii (Żółto-czerwona żyleta z napisem TVN w środku? Podobizna Mariusza Waltera na centralnym sektorze?), ale sama akcja miałaby na bank dobry odzew i sprawiła, że ludzie poczuliby ze stadionem więź trochę większą, niż obecnie.

Krzynówek w Legii? Średnio to widzę…

Tak, tak, tak, też bardzo lubię Macieja Rybusa, chłopak ma przed sobą przyszłość. Jeszcze nie teraz, ale ma. Ale jeszcze nie teraz. Wiem to ja, wiecie to Wy, wie to Mirosław Trzeciak. Ale żeby ściągać na jego miejsce Jacka Krzynówka? Nie widzi mi się to z trzech przyczyn:

  • Krzynówek nie gra regularnie od tak dawna, że nawet na polską ligę może to być za mało. Jest profesjonalistą, ma wielkie doświadczenie, ale nie gra od dobrych paru lat
  • Kosztowałby Legię (kontrakt) tyle, że za te pieniądze można mieć po lewej stronie ekwiwalent Radovicia
  • Ile mógłby pograć w Legii? Rok? Półtora?

Trzeciak chyba ewidentnie szuka nazwiska kojarzącego się z sukcesem. Obym się mylił. I oby naszym priorytetem faktycznie był napastnik, ale - BŁAGAM - nie z Polskiej ekstraklasy…

Wypożyczenie Arruabarreny wyjdzie Legii tylko na dobre

Jeśli to prawda, że ktokolwiek na piłkarskim świecie na serio chce wypożyczyć z Legii Mikela Arruabarrenę, to dla klubu w styczniu nadejdzie druga Gwiazdka w przeciągu miesiąca. Zakładając bowiem dwa scenariusze, czyli:

a) Arru jest cienki jak barszcz

b) Arru jest dobry, tylko nie miał okazji się pokazać

w obu Legia będzie miała pożytek. W scenariuszu a), Arruabarrena po prostu zniknie z listy płac na pół roku, a biorąc pod uwagę jego owiane tajemnicą (i podnieceniem) zarobki, będzie to oszczędność kilkuset tysięcy złotych.

W scenariuszu b) przez pół roku Arru się ogra i wróci do Legii w pełni formy, udowodni jednocześnie podczas pobytu w Hiszpanii, że umie grać w piłkę i wróci do kraju w lepszej dyspozycji. 

Teraz tylko upchnąć gdzieś Tito. A nie, moment, już zwolniony. UFF.

Nagranie z młodości Miroslava Radovicia! RARYTAS!

Wow, nie widziałem tego wcześniej: oto nagranie z młodości Miroslava Radovicia. Te sekretne taśmy pokazują, że inklinację do swojej charakterystycznej gry miał już od dziecka:

Ach, ten Rado! Dobrze wiedziec, że tak grał nie tylko w Legii Warszawa!


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


styczeń 2009
P W Ś C P S N
« grudnia   lutego »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031