Wpisy z kategorii *orange ekstraklasa*

“Iwański: Mamy lepszy zespół, niż Lech”

A to ciekawe. Nawet nie czytam wywiadu, wystarczy mi nagłówek na LegiaLive. Coś we mnie mówi mi, że nie stałoby się nic strasznego, gdyby ten słabszy zespół skarcił coraz bardziej gadatliwego Iwanka tak, by ten na boisku nie zrobił nawet sztycha.

Bo, jak rozumiem, Legia ma według Iwańskiego zespół lepszy, niż Ruch, lepszy, niż Sląsk, lepszy, niż Polonia Bytom, lepszy niż Lech i lepszy niż każda drużyna, z którą “przypadkiem” przegra.

Generalnie - wolałbym, gdyby o “lepszości” mówić w tunelu po meczu. Wygranym. Inaczej tylko prowokuje się rywala do walki.

Paluchowski jak Frankowski [Legia-Zagłębie 4:0]

Trochę.

Wam nie przypomina? Nie wiem, czy “Paluch” strzeli w karierze ponad 120 goli w lidze, nie wiem, czy będzie grał w kadrze - oby - ale jest inteligentny, pomaga w rozgrywaniu, bardzo przytomnie odgrywa, wygląda, jakby coraz pewnie strzelał… Nie jest tajemnicą dla każdego, kto czytał mnie wcześniej, że na początku “Paluch” nie zrobił zbyt dużego wrażenia, ale pocieszam się, że nie byłem jedyny.

Teraz, w punktach, o samym meczu.

  • Zagłębie nie jest może beznadziejne, ale od stanu 0:2 po prostu nie grało, nie walczyło, więc zalecam spokój po tym zwycięstwie. Tym bardziej, że ten wynik mógł być taki: 3:3. Podobno Broendby jest nieskuteczne, ale nie wierzę, że aż tak, jak Zagłębie.
  • Pierwsza połowa, poza 15-ma minutami, kiedy Iwański z Rybusem i Gizą zaczęli grać z klepki, beznadziejna. Pod koniec myślałem: “Jezu, to będzie długa jesień”.
  • Wygląda jednak na to, że w momencie, w którym drużyna przeciwna da się Legii (głównie Iwańskiemu) rozbujać, to bramki są kwestią czasu.
  • GIza. Grrrr, myśleliśmy, że koszmar nieskuteczności minął, prawda?
  • 22 strzały, 15 celnych.
  • Mięciel ma jakiś gigantyczny kredyt na Legii, mimo, że zagrał w niej tylko 1 bardzo dobry sezon (to moje zdanie). Nie mówię, że to źle - ale podniecenie i ekstaza, w jaki wprawia tłum każdy jego kontakt z piłką jest czymś, czego nie widziałem w Warszawie od momentu, gdy przyszedł do nas Roger. W sumie to materiał na całkowicie inny post, ale ten związek kiedyś był toksyczny, więc będę go obserwował z uwagą.
  • Co więcej, z nieznanego mi powodu wygląda też na to, że obrońcy Zagłębia też mieli pełne gacie, kiedy Miętowy przejmował piłkę.
  • To, że gol Micańskiego nie został uznany, nie zmienia faktu, że momentami obrona Legii grała fatalnie. Po głosach, że Inaki Astiz powinien dostać polskie obywatelstwo przyszedł chyba czas na to, żeby przyznać, że on już spolszczył się piłkarsko.
  • Rybus jeszcze jesienią będzie grał w kadrze. Ależ ten chłopak się rozwinął.
  • A Ariel Borysiuk nie.
  • Rok temu, po transferze Iwańskiego, pisałem, że z nim będziemy walczyli o mistrzostwo. Nie chcę teraz pisać nic, oprócz tego: niech gra tak dalej, jak w najlepszych momentach tego meczu.

Wasze zdanie?

Korzym - ciągle muszę…

…się szczypać. Dlaczego? Bo co rundę albo sezon, kiedy Legia wypożycza Macieja Korzyma do kolejnych klubów, coś mi mówi: eee, będą go tak wypożyczali co sezon i co sezon, aż w końcu nigdy się do Legii nie przebije i puszczą go gdzieś za darmo.

Potem patrzę w statystyki i mowię sobie: więcej luzu, on ma 21 lat, po tym sezonie (oby) stuknie mu 100 meczów w lidze, goście w jego wieku są testowani do zespołu Młodej Legii.

Ale czy Legia na pewno wie, co z tym fantem zrobić? Skoro nie jest na nią za słaby Paluchowski (żeby było jasne: mam wielkie oczekiwania do niego!) i trzyma się go w pierwszym składzie, a Korzym jeździ po Polsce, to znaczy to, że:

a) Korzym jest lepszy od Paluchowskiego, więc chcą mu dać 20+ meczów w pierwszym składzie GKS-u (jeśli, oczywiście, mu się to uda), żeby nie hamować rozwoju

b) Korzym jest słabszy od Paluchowskiego, więc nie chcą za niego płacić.

Rozwiązania zagadki - nie znam. Jakieś sugestie?

Z dwojga złego wolałbym, żeby mistrzem była Wisła, nie Lech.

Oglądam właśnie minutę mecz Lecha z Polonią, po 20 minutach jest 2:0 i z rundy jesiennej i naszła mnie releksja: jeśli założymy, że Legia nie zdobędzie w tym roku tytułu Mistrza Polski w tym roku, wolałbym, żeby zdobyła go Wisła, niż Lech.

(to założenie teoretyczne: najbardziej chciałbym oczywiście, żeby mistrzem była Legia).

Dlaczego Wisła, nie Lech? Z kilku przyczyn.

  1. Po pierwsze, Lecha nienawidzę bardziej, niż Wisły. Lech to u mnie przeciwnik bardziej traycyjny: kiedy zacząłem kibicować Legii, Wisła pałętała się po drugiej lidze lub była średniakiem ekstraklasy, a Lech - świeżo koronowanym przy zielonym stoliku mistrzem Polski.
    W zasadzie można powiedzieć, że Lecha po prostu, szczerze, nie cierpię, a Wisła tylko wywołuje u mnie frustrację. Niechęć do klubu z Poznania wywołana jest powodami socjologiczno-kibicowskimi, a do Krakowskiego - frustracją czysto sportową, związaną z wieloletnią dominacją w futbolu i tym, że TS dopuszcza na podium inne kluby tylko w latach, w których okazuje jakąś słabość.
  2. Wygrana Wisły w lidze nie byłaby niczym nowym: ot, kolejny odcinek serialu, który oglądamy od plus minus 10 lat.  Wisła mistrzem? Powiedzcie mi coś nowego. Czy coś się zmieni w tym klubie? Nie. Czy przyjdą lepsi gracze? Nie. Czy będzie więcej kibiców? Nie. Czy Cupiał zainwestuje w klub więcej? Nie, nie i jeszcze długo, długo nie. Na Reymonta będzie po staremu.
    W Poznaniu zaś odkręciliby kurek z kasą, który byłby groźny dla nas o wiele bardziej. Zostaliby pewnie najlepsi zawodnicy, a Lech, tak jak każdy neofita, byłby w wyznawaniu i celebrowaniu mistrzostwa o wiele bardziej gorliwy, niż ktokolwiek inny. Mógłby więc tabeli ligowej zagrozić długoterminowo. Jeśli teraz przegrają, od sierpnia nie będą już tak groźni.
  3. Franek Smuda czyni cuda. Wisła nie ma szans na awans do LM, bo nie ma charakteru prawdziwych zwycięzców. Lech dzięki Smudzie jest loco i w stanie zrobić coś, czego nikt się po nich nie spodziewa.
  4. W Poznaniu na meczu dostałem racą, w Krakowie - kamieniem. To też argument, prawda?

OK, ja się odkryłem. A Wy kogo byście woleli na tronie, jeśli Legia nie daj Boże straci na niego szanse?

Piękny gol Chinyamy, Rzeźniczak do kamery: “Brawo, k…!”

Takesure Chinyama jest na zmianę wielki, dziwny i beznadziejny. Poległem już wielokrotnie przy próbach oceny go albo odgadnięcia, jaka jest prawda. Jego gol ze wczorajszego meczu Piasta z Legią był za to błyskiem jakiegoś geniuszu. Obejrzyjcie, a potem o nim porozmawiajmy:

Zacznijmy od cudownego podania Rogera. Perejro wreszcie zagrał magiczną piłkę. Nie wiem, czy dobry mecz (patrz: post scriptum), ale asysta była pierwszorzędna.

Kasprzik ewidentnie popełnił błąd. Gdyby został w bramce, dziś wkurzalibyśmy się pewnie, że Legia ten mecz zremisowała.

To, jak Chinyama minął bramkarza jest normalne. Tego, jak strzelił lewą nogą z takiego kąta (ile to było stopni? 8? 9? 10?) wytłumaczyć nie umiem. Człowiek, który - gdyby to miało być podanie - kopnąłby pewnie w aut, trafił idealnie, dokładnie w to jedyne miejsce, w które trzeba było trafić. I to lewą nogą! Szok.

Ciekawe, jak ten gol wpłynie na ewentualny transfer Tejksia latem. Nagle, w ciągu 2 tygodni odzyskał mistrzowską formę. Jak myślicie, skąd ta metamorfoza? I czy to sukces Jana Urbana, który od dawna mówił, że Chini musi grać dla zespołu i poprawić się w słabszych elementach?

Aha, Jakub Rzeźniczak zapomniał o tym, że jego typowo piłkarską radość złapały kamery i krzyknął: “Brawo, kurwa”! Sami zobaczcie:

Oj, Kuba, Kuba, za takie coś można na Legii dostać zakaz stadionowy ;)

P.S.Analizy meczu nie jestem w stanie zrobić, bo jeden z kolegów świętował urodziny i poległem w walce z toastami…

Przed meczem z Piastem Gliwice. Uwaga, uwaga, już wiem, co powie Urban!

Panowie i panie, oszczędźmy sobie czasu. Oto, co powie jutro trener Jan Urban po meczu z Piastem Gliwice:

“Niestety, murawa na stadionie w Gliwicach odstaje mocno od tego, co mamy u siebie. Ta była za tępa”.

Poprze go Maciej Iwański. On rzeknie tak: “Niestety, nie byliśmy w stanie grać swojej zwykłej gry, bo nie dało się podawać po ziemi i grać z pierwszej piłki. Futbolówka non stop odskakiwała”.

Macie podobne przeczucia? Piast taki słaby nie jest…

PS. Jutro ma się stać cud nad Wisłą. Pozdro dla kumatych i znajomych królika.

Po Cracovii: spokojnie, to tylko masakra na drugoligowcach

Tradycyjnie kilka przemyśleń po meczu Legii. Przede wszystkim jednak tym, którzy chcieliby odlecieć, przypominam: Cracovia jest przedostatnią drużyną w lidze i prawdopodobnie spadnie razem z Górnikiem. OK, może po objęciu przez Artura Płatka zaczęli grać trochę lepiej, ale pamiętajmy: piętno Stefana Majewskiego zostaje u niektórych graczy na całe życie. Miesiąc to za mało, żeby wykorzenić pewne sprawy. To chłopcy do bicia.

Poza tym: druga połowa przez pierwsze 40 minut kompletnie bez walki i zaangażowania. Wyglądało to tak, jakby do Gizy podszedł w przerwie Cabaj i powiedział: “Piotrek, dajcie spokój, już wystarczy, nie będziemy kozaczyć”. Powinni byli cisnąć jeszcze mocniej.

Po tym zastrzeżeniu możemy zacząć się cieszyć:

  • Z Macieja Rybusa. Od kilku spotkań jest w formie która mówi wszystkim nie to, że jest dobrze przygotowany fizycznie albo ma farta, ale to, że rozwija się jako piłkarz. Gol i asysta, bardzo ładnie.
  • Z Takesure’a Chinyamy. Jego nowa fryzura jest dla mnie idealną metaforą jego gry: nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Mówię tu ogólnie, a nie o dzisiejszym meczu. Gol i asysta, bardzo ładnie.
  • Z Piotrka GIzy. Wciąż nie uważam, że to dobra opcja, żeby wystawiać go na prawym skrzydle za Radovicia, ale faktem jest, że był cholernie produktywny. Gol i asysta, bardzo ładnie.
  • Z Jana Urbana, który chyba posłuchał nas i odpuścił sobie wystawianie Iwańskiego na defensywnym pomocniku.
Oraz nie cieszyć się z:
  • Ariela Borysiuka. Te 15, czy 20 minut, które spędził na boisku mówi mi, że powinien wrócić do Młodej Ekstraklasy.
  • Pance Kumbeva. Pal licho siatkę założoną przez Moskałę, ale on przy Choto i Astizie wygląda jak Paluchowski przy Brożku.

Kilka myśli po meczu Legii z Arką

Mimo wygranej 1:0, ciężko powiedzieć po meczu z Arką, że Legia wróciła do formy. Jak dla mnie: wcześniej nigdy wiosną jej nie osiągnęła, więc nie ma do czego wracać. To raczej spóźniona budowa. Ale jest kilka pozytywów:

  • Maciej Iwański przestał grać jako defensywny pomocnik i od razu był jednym z najlepszych na boisku. Nie znaczy to, że zagrał świetnie, bo tak nie zagrał akura nikt, ale był widoczny i miał kilka bardzo dobrych podań. Tylko ten brak strzałów z dystansu…
  • Piotr Giza na prawym skrzydle? Hmm… Jak na gracza prawie bez dryblingu i wielkiej szybkości, zagrał całkiem dobrze. W zasadzie: chyba najlepiej w Legii. Niezła alternatywa dla Radovicia, ale na stałe bym ich nie zamieniał.
  • Maciek Rybus oficjalnie nie gra w Legii już tylko dlatego, że jest młody i nikogo innego nie ma na jego miejsce. Dziś Edson musiałby się mocno napocić, żeby go wygryźć ze składu, choć mam nadzieję, że powrót Szałacha zmotywuje Rybę jeszcze mocniej.
  • Weźcie tego Chinyamę i oddajcie za pół miliona euro komukolwiek, kto go weźmie. Tak, wiem, że znów strzelił gola, ale jego kosmicznie głupi wolej z 45 metrów to kolejny dowód na to, że jemu powinni dać zakaz przyjmowania piłki poza polem karnym. A raczej: Jan Urban powinien dać zakaz podawania Chiniemu swoim graczom. Dośrodkowanie na niego? Jasne. Podania na wolne pole i sam na sam? Ok. Zwykłe odegranie w środku boiska? Nie ma opcji. NIGDY.
  • Dobrze, że mamy Muchę, bo Astiz z Choto puścili kilka razy Arkowców tak, że to wstyd. Fart, że polska liga cierpi na niedosyt dobrych napastników.
  • Tomasz Jarzębowski wciąż mnie nie przekonuje, Rzeźniczak wciąż się nie nauczył wrzucać. Nie spodziewam się, żeby ani jedno, ani drugie kiedykolwiek się zmieniło.
  • Czy wygra Wisła, czy Lech, czy będzie remis - wszystko mi jedno. A Wam?

PS. Andrzej w komentarzach sugeruje, żeby napisać coś o Ostrowskim. Przyznam, że chciałem, ale miałbym wyrzuty sumienia. Dlaczego? Bo chłopak wygląda, jakby kompletnie nie umiał grać w piłkę. To dla mnie Rudi Gusnić #2 (pamiętacie go?). Ale boję się, że ocenianie go w tym meczu po kilku miniutach byłoby zbyt pochopne, więc poczekam.

Inna sprawa, że Jan Urban ma bardzo, bardzo dziwną politykę przeprowadania zmian w meczach o stawkę. Robi je zawsze wyjątkowo późno.

PS 2. Jestem bardzo wdzięczny community kibiców Legii, jakie się zebrało wokół tego bloga i od dziś będę każdy wpis starał się update’ować o najlepsze komentarze. Tym razem Kotek Mamrotek rozbił mnie na czynniki pierwsze podsumowaniem naszego nowego lewego pomocnika:

Kotek Mamrotek: “A co do Ostrowskiego - ten facet to jakiś żart. Czy on miał w Legii choć jedno udane zagranie?” Skutecznie wyciął Kumbeva.

O zmianach i Janie Karasiu

“Swoją pracę w Radzie Nadzorczej Klubu zakończyli Panowie Jacek Gmoch i Dariusz Mioduski“.

Gmocha mi szkoda, bo to prawdziwy Legionista, ale biorąc pod uwagę, że o tym drugim (na marginesie: jest szefem Kulczyk Holding) usłyszałem pierwszy raz w życiu, to słowa klubowego komunikatu: ”Obu Panom serdecznie dziękujemy za czas, siły i pracę poświęcone Legii Warszawa” wydają mi się, łagodnie mówiąc, trochę na wyrost. 

Na marginesie, wypowiedział się Jan Karaś, nasz były zawodnik: ”Dziwię się, gdy słyszę głosy zawodników, że na Legii jest presja. Ona była, jest i będzie. Gdy ja grałem w warszawskim zespole, to też było ciśnienie. I trzeba się z tym pogodzić. A jeśli ktoś nie potrafi się do tego przyzwyczaić, to powinien zmienić zawód”.

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony, uważam tak samo (o czym wielokrotnie pisałem, choćby ostatnio), ale z drugiej… Iwańskiego ma pouczać Jan Karaś? Ten sam Jan Karaś, który był w Legii, która przez lata nie potrafiła wygrać mistrzostwa? Rozumiem, gdyby głos zabrał Leszek Pisz. Albo Aleksandar Vuković. Ale gość, za czasów którego CWKS był przez kibiców oskarżany o nie przykładanie się do niektórych meczów..?

Nie do końca mi odpowiada to, że za chwilę na obecny zespół wejdzie każdy, kto rozegrał w nim ponad 150 meczów…

Legia taka słaba, czy Górnik taki dobry?

Odpowiedź chyba wszyscy znamy, prawda?

To, że do wyjebania (sorry za przelkleństwa, zremisowaliśmy z ostatnią drużyną tej ligi) jest Mirosław Trzeciak, to fakt znany od miesięcy. Jeśli kompletnie bez formy jest Chinyama i nie ma kogo za niego wprowadzić, też wiadomo, na kim wieszać psy. Przypominam mój wpis sprzed miesiąca: tak powinna wyglądać jutrzejsza rozmowa Mariusza Waltera ze swoim dyrektorem sportowym. Mój kot wykonywałby tę pracę lepiej.

Z drugiej strony, Urban też nie jest bez winy. Iwański jako defensywny pomocnik, nawet w rotacji, to pomysł kompletnie bezmyślny. Ustawienie go obok Gizy oznacza, że Legia przegrywa wszystkie górne piłki (Rybus też nie pomoże; choć z drugiej strony, on zagrał w sumie całkiem poważnie), a jego przydatność w ataku jest marginalna. Gizma, zresztą, też. Choć to nie nowość.

Tydzień temu pisałem o tym, co robić w łikend, kiedy Legia w piątek przegrywa lub zawodzi. Czekam na sugestie. Jakieś rady? 

PS. Współczuję tym, którzy będą grali z Górnikiem w następnych kolejkach. Chyba zaskoczyli. Szczota wycinałbym już w pierwszej minucie.

Fart nad fartami. Gdy Legia przegrywa, cały weekend zwykle jest stracony

Day of Defeat

Image via Wikipedia

Ci, którzy mnie znają, wiedza, że jeśli Legia gra w piątek i przegra lub zremisuje (a gra w piątki bardzo często - i przegrywa lub remisuje nierzadko), w weekend jestem nie do wytrzymania. Moja żona ma ze mną najgorzej, bo musi spędzić ze mną dwa razy 24 godziny, a jestem naprawdę na nie. Prawie we wszystkich tematach.   

Przede wszystkim - nie umiem oglądać ŻADNEJ piłki nożnej. Żadnej. MU-Liverpool? Dupa. Milan-Juve? Dupa. Barcelona-Real? Nic a nic mnie nie obchodzi. Sport+, Liga+? Bez szans. A jeśli nie daj Boże trafię jakiś mecz polskiej ligi, czuje się zniszczony. Wyniki kolejki najchętniej sprawdzałbym w niedzielę w nocy. 

Mam wtedy interesujące, ale czysto sportowe uczucie, takie samo jak kiedy miałem 10-12 lat i grałem w ping-ponga z dużo lepszymi od siebie. Mimo, że praktycznie w każdym meczu obrywałem, to od raz po jego zakończeniu chciałem… absolutnie natychmiastowego rewanżu. Nieistotne było to, że na 90 procent zakończyłby się oklepem. Rewanż, to rewanż, przed nim duch nigdy nie ginie, a każdy wie przecież, co zrobić, by TYM RAZEM wygrać.

Podobnie później, gdy zacząłem grać na Playstation w FIFĘ i Pro Evolution Soccer: mimo, że mój przeciwnik na początku robił ze mną, co chciał, to chęć poprawienia się zawsze przewyższała zdrowy rozsądek. I ludzie nie mogli ze mną wytrzymać, bo po co im sparringpartner, który dostaje w tyłek, a potem ciągle chce jeszcze? 

Nie dziwi więc nikogo, że w sekundę po ostatnim gwizdku sędziego, który kończy porażkę albo słaby remis Legii, pragnę po prostu zahibernować się w jakimś kokonie i przyspieszyć czas o 7 dni. Jak najszybciej. Co ciekawe, mecze w pucharach: Polski, czy Śmietnika, nie stanowią żadnego remedium. Legia po porażce w lidze mogłaby wygrywać z Wisłą czy Lechem w PP, ale… każdy z nas wie, że liczy się tylko ekstraklasa.  

Od lat próbuję, zresztą, jakoś sobie to unormować, pogodzić się z porażkami. Chciałem nawet kiedyś napisać o tym, w jaki sposób je przyjmować, czy o tym, że kibicowanie Legii to jeden wielki mit o Syzyfie - i że świadomość tego, że ciężar na nas runie, jest tak naprawdę wyswobadzająca, a nie ciążąca.

Najtrudniej jednak zacząć od siebie - a siebie przekonać jeszcze mi się do tego nie udało. Porażka odbiera chęć do życia. Kiedy spróbowałem kilka lat temu traktować wyniki racjonalnie, zacząłem się od Legii niebezpiecznie oddalać. Nie tędy droga. 

Na szczęście remis Wisły, remis Lecha, porażka Polonii i remis Śląska odjęły mi te cierpienia od razu. Rany, jak to pomaga. Czyjeś niepowodzenia przynoszą jednak ulgę, prawda?

I do tego kontuzja Brożka. Wiem, to nieludzkie, strasznie mi chłopaka szkoda, może mieć przez to problemy do końca kariery. Ale co mam poradzić na to, że jako wyznawca filozofii play to win (polecam lekturę, co prawda jest o grach komputerowych, ale to fenomenalne źródło mentalnego nastawienia na wszystkie pojedynki w życiu) uznaję po prostu, że przybliża nas do startu w pucharach? 

Cała ta kolejka to fart nad fartami. Nie mam pojęcia, co się stało. Pewnie, Lech zrobił kolejny punkt przewagi, ale mógł zrobić trzy, prawda? Przecież w Warszawie go pukniemy - ktoś sądzi inaczej? :)

 Za tydzień Górnik. Tak bardzo chciałbym mieć nadzieję, że nasi piłkarze traktują przegrane dokładnie tak samo, jak my…

Czy Descarga już nigdy nie zagra w Legii?

Przez cały styczeń i część lutego słuchaliśmy i czytaliśmy, jak to Inaki Descarga dochodzi do formy i stanowi zagrożenie dla Kuby Rzeźniczaka. Miał być w świetnej formie, występował w sparringach, Urban miał “potężny ból głowy”.

W piewszych dwóch meczach ligowych nawet nie powąchał piłki, na trzeci nie jedzie nawet z drużyną. Trener Legii mówi tak:

“Nie doszukujmy się w tej decyzji sensacji na siłę. We wtorek gramy przecież mecz Pucharu Polski i będzie kolejna okazja do występu”.

Że co? Czy on tu przyszedł grać w Pucharze Polski i Śmietnika? To jest sensacja, trenerze. Bo oznacza, że już nie 2/3 hiszpańskiego zaciągu Mirosława Trzeciaka, ale 100% jego letnich transferów z zagranicy okazało się beznadziejnymi. Można było powiedzieć: “Kuba Rzeźniczak jest tak świetny, że Inaki nie ma szans na występy”. Ale nie “w Pucharze Polski będzie szansa występu”…

Mnie to przynajmniej przygnębia.

PS. Post Scriptum będzie tym razem tylko dla _bardzo_ kumatych. Podobno słonko wychodzi nie tylko meteorologicznie.

Na pomoc - pomoc; kilka przemyśleń po meczu Legii z Odrą

Pisałem przed meczem Legii Warszawa z Odrą Wodzisław mało odkrywczą recz, czyli że z braku napastników cały ciężar gry będzie na Iwańskim i Rogerze. I tak też było, cztery gole pomocników nie zdarzają się codziennie, tym bardziej tak wypracowane. Troszkę się klepie. 

Oto, co mnie cieszy:

  • Wielki plus dla całej Legii za złamanie obrony Częstochowy Wodzisławia. Odra w pierwszej połowie miała taki moment, kiedy w 10 stanęła przed swoim polem karnym, a Astiz z Kumbevem pompowali sobie statystyki celnych podań. Kilka razy atak pozycyjny odbijał się od pomocy Odry, ale na szczęście i Roger, i Iwański, potrafią ją ominąć podaniem. 
  • Do składu wrócił Radović i zagrał swoje. Na naszą ligę wystarczy to w meczu z każdym. Asysta - bardzo ładna, a gdyby nie gizowatość Gizy, miałby jeszcze jedną. No i się Rado ani razu nie wywrócił (dziś normę wyrobił kto inny ;)
  • Widać było, że Roger poluje na gola i dobrze, że go w końcu złowił, bo miał wcześniej świetną asystę
      Perejro znalazł w meczu balans pomiędzy graniem dla drużyny, a graniem pod siebie. Atak mamy słabiutki, ale drugiej takiej pomocy w tej lidze nie ma, jeśli dać mu trochę miejsca i rozpędzonych skrzydłowych, będzie uruchamiał ich jednego za drugim.Na marginesie, czy gryzienie herbu to jakiś nowy manifest? A jeśli tak, to… czego?
  • Dobry mecz Maćka Rybusa. Drybling to wciąż jego średnia strona (ok: słaba), ale widział dziś wielu, wielu partnerów, co jest dla mnie pewną nowością. Ostatnia bramka to jego zasługa, bardziej nawet, niż Komorowskiego, bo to on go uruchomił. Wyjście do gola i strzał pierwszej bramki - pierwsza klasa.
  • Komorowski mi się podoba, ale ma chyba jedną cechę, która upodabnia go w tej chwili do Rzeźniczaka. Kiedy dograć mu piłkę do nogi, nie potrafi ani wyprzedzić, ani minąć obrońcy (Edson umiał). Można założyć, że będzie próbował wywalczyć rzut rożny albo aut, ale przecież nie oto chodzi. Rozwiązania w ataku pozycyjnym widzę dwa: albo Komorowski musi się nauczyć dośrodkowań z głębi pola (tak jak zrobił to w jeden sezon Rzeźnik - z pożytkiem dla drużyny), albo Rybus musi z nim grać jakieś podania z odegraniem.
  • Kumbev ewidentnie chciał wykorzystać szansę na wygryzienie Szali z etatu łatacza dziur. Pojedynek dla mnie na korzyść Pance. 
Oto, co mnie nie cieszy:
  • Adrian Paluchowski nadaje się na tego mniejszego z pary napastników, ale samotnego go nie widzę. Trochę za wolny, trochę za słaby (fizycznie). Kilka razy ładnie się zastawił i odegrał, ale przeciwko silniejszym drużynom będziemy po prostu grali w dziesiątkę. Chyba, że wciąż nie pokazuje wszystkiego. 
    Z drugiej jednak strony, jak pisałem już wiele razy, a jak podpowiada mi Turi, Paluchowski ma o wiele mniej strat, niż Chinyama. I podaje o wiele, wiele częściej. Każda piłka do Takesure’a to albo strata (40%), albo niecelny strzał (40%), albo gol (10%). Paluch przynajmniej może sprawić, że Roger, Giza i Iwański dostaną więcej piłek ze środka pola karnego i będą mogli walić z dystansu. Albo pośle coś na skrzydło. Coś za coś. Po dzisiejszym meczu na wcześnie na werdykt, choć potencjał ciągle jest.  
  • Z Gizą jest tak: jeśli piłka jest nieoczywista, niepewna, to ma szansę na gola:Jeśli jest czysta sytuacja, gola nie będzie.
  • Niech już wróci Mucha, Skaba dziwnie niepewny. 
  • Lech wygrał, Wisła wygrała, Śląsk wygrał. Walka będzie do ostatniej kolejki. Fajna ta liga bez korupcji.
To moje przemyślenia. A Wasze? 

Dziś wszystko w nogach Iwańskiego i Rogera?

Boję się tego meczu z Odrą jak cholera, ale z Paluchowskim w ataku nikt nie może być pewny niczego. Dlatego stawiam, że Jan Urban na odprawie powinien powiedzieć piłkarzom tak: “Iwan, strzelasz z każdej dogodnej pozycji, nie bawisz się dziś w asysty. Roger: strzelasz z każdej dogodnej pozycji, nie bawisz się w asysty. Reszta: gracie na Iwana i Rogera”. 

W takim składzie, jaki mamy (dzięki, Mirek), ciężko wymyślić coś bardziej sensownego, bo wiara w to, że sam Paluchowski poradzi sobie z dwójką stoperów Odry Wodzisław jest - sorry - lekko z kosmosu. Ale może się pozytywnie zaskoczę? 

Poza tym mam nadzieję, że eksperymentalne ustawienie bez Radovicia na prawej pomocy i z Rogerem na lewej się skończyło w meczu z Polonią. Nie podobało mi się to, wolę nasz stary setup. No i nikt oprócz Rado nie gwarantuje, że w ataku Legia będzie mogła cokolwiek zamieszać…

“Derby Warszawy tylko na Służewcu”! Legendarna piosenka TPN25 [mp3]

Dziś mecz, który w mediach nazywa się Derbami Warszawy, a o którym każdy legionista wie, że jest tak naprawdę pojedynkiem Legii ze stołeczną filią Groclinu.  

Z tej okazji pragnę zapoznać Was z piosenką, której część z Was może nie znać: “Legia Pany” w wykonaniu TPN25. To z niej pochodzi tytułowy cytat. Oczywiście nie jest to poezja śpiewana na miarę Turnaua ani muzyczny majstersztyk, ale ciężko odmówić utworowi humoru.

Idealna do warszawskich klimatów. Pełny tekst poniżej (pomijam onomatopeje ;) ):

“O! I kto się nie bawi, ten z Polonii! Taest!

Na Łazienkowskiej stadion jak z bajki, a na Polonii taki ch…

Milicja w Mysiadle ubiera już majtki, bo dziś mecz pseudoderbowy!

Derby Warszawy tylko na Służewcu, bo nie ma Polonii w Warszawie!

Jest Polonia w Chicago i w Stanach, ale w piłkę nie grają na trawie!

C, C, C-W-K, C-W-K-S Legia! Wisła wyschła, Korona poległa,

C, C, C-W-K, C-W-K-S Legia! A parówa na grilla!

Teraz na wszystkich stadionach w Warszawie są bazary, albo żużel leży,

Tylko na Łazienkowskiej na pięknej trawie trenują bohaterzy!

Każdy trener zazdrości Wdowczykowi, że Legię trenuje [he-he; przyp. Wiktor]

Bo tam tacy fajni piłkarze, a większość innych, to ch..!

C, C, C-W-K, C-W-K-S Legia! Pogoń Szczecin też gola,

C, C, C-W-K, C-W-K-S Legia, a Zagłębie na wicemistrza!

C, C, C-W-K, C-W-K-S Legia! Wisła wyschła, Korona zdechła,

C, C, C-W-K, C-W-K-S Legia! Parówa [fragment nieczytelny dla mnie - Wiktor]”

Jak wspomniałem, ma swój… urok. Wpada w ucho.

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


lipiec 2010
P W Ś C P S N
« czerwca    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031